
Dziś tylko inspiracja (bez aktualności i polecajek). Wiem, że na przełomie roku czasu na czytanie jest mało. Tym bardziej dziękuję, że otwierasz tego maila 💖 Życzę Ci siły, miłości i cierpliwości na 2026 rok 💖

Ten rok to moja walka z migrenami. W grudniu 2024 osiągnęły apogeum. Na 31 dni miesiąca przez 20 nie byłam w stanie funkcjonować bez tabletek przeciwbólowych. Ktoś mógłby powiedzieć: to tylko ból głowy. Ale kto żyje z migreną, ten wie, że po kilku takich dniach tracisz radość życia.
Dzięki wsparciu męża zaczęłam walczyć na wszystkich frontach: nowy neurolog, wyeliminowanie 'bóli z odbicia', nowa terapia lekowa, codzienne jedzenie marchewki (żeby uniknąć nadmiaru estrogenu), wizyty u osteopaty (rozmasowanie napięcia w karku) oraz odkrycie anemii i zakażenia Helicobacter pylori. Do tego leczenie antybiotykiem i suplementacja żelazem (ciągle w trakcie).
Nie jest idealnie. Migreny nadal są, ale w grudniu 2025 było tylko 5 dni z bólem głowy i były one mniej intensywne. Zdarzały się też miesiące w tym roku, kiedy nie miałam migreny w ogóle. 💪
Tę motywację do walki i nieodpuszczania przenoszę na inne obszary życia, szczególnie na rodzicielskie wyzwania. Często próbuję różnych rzeczy, żeby pomóc dziecku i całej rodzinie. Sprawdzam, szukam, uczę się po drodze.
Jeśli mnie znasz, to wiesz, że nie tłumię emocji dzieci i staram się dawać im na nie przestrzeń. I jeśli robisz podobnie, to też wiesz, jakie to bywa trudne, zwłaszcza gdy emocje wchodzą na scenę akurat wtedy, kiedy ty walczysz ze zmęczeniem albo z pilnymi zadaniami.
W tym roku mocno praktykowałam przerwę, olejek z kadzidłowca lub lawendy i modlitwę. To dawało najlepsze efekty. Kilka razy miałam wręcz „moment WOW", kiedy z pełnym zaufaniem udało mi się oddać tę burzę w ręce Boga. Napięcie nagle odchodziło, dziecko przepraszało i stawało się przysłowiowym „aniołem”. Aż samej trudno mi było czasami uwierzyć, jak błyskawicznie to działało.
Jak może wiesz, mówiłam do dzieci po angielsku, kiedy były malutkie. Od około dwóch lat jest z tym duży problem, bo dzieci są w placówkach i po prostu zapominam albo mi się nie chce. Zdarzały mi się czasem jakieś 20-minutowe zrywy raz na kilka dni czy tygodni. Na początku tego roku wpisałam sobie do codziennych zadań dwie minuty angielskiego dziennie. I w większości dni to realizuję, wplatając angielski w rozmowę albo zabawę. 2 minuty to przecież malutko i mnie nie zniechęca. Dzieci mają regularny kontakt z angielskim w domu, a bardzo często, jak już zaczniemy, to przeciąga się to do 5–15 minut. Najważniejszy jest pierwszy krok.
Tak samo zrobiłam z językiem niemieckim, którego chce się uczyć jedno z dzieci (jestem po germanistyce). Ustaliłam, że co tydzień uczymy się 5 do 10 nowych słówek i trochę słuchamy po niemiecku. A w pozostałe dni codziennie powtarzamy te słówka. Nie jest idealnie, nie zawsze się udaje, ale jednak powolutku idziemy do przodu. Po trzech miesiącach dziecko dobrze zna już kilkadziesiąt słówek.
******
Chcesz zadać swoje pytanie? Napisz do mnie lub podeślij anonimowo tutaj.
Co tam? Masz ciekawy temat do omówienia?
Można do mnie napisać też anonimowo, pamiętasz? Poprzez ten link: https://wiadomosc.corobickiedydziecko.pl
Trzymaj się ciepło!
Justyna
P.S. Możesz baaaaardzo wesprzeć mnie i moją działalność 🙏
📩 odpisać na tę wiadomość lub dodać mnie do listy kontaktów, żebym nie wpadała do spamu
🔄 polecić i przesłać ten newsletter dalej w świat
☕ postawić mi wirtualną kawę
Dzięki! Mocno wierzę, że każda akcja wspierająca promowanie rodzicielstwa RIE wywołuje uśmiech jakiegoś dziecka na świecie 👧👦
I NIE ZAPOMINAJ, że możesz wysłać mi anonimową wiadomość, o czym chcesz przeczytać w kolejnych newsletterach.
