
Co i kiedy dziecko powinno umieć, uruchomia często niezły zamęt w głowie rodzica – nawet jeśli mocno ufamy rozwojowi dziecka. Dziś będzie o nauce czytania dzieci, a także na końcu znajdziesz kod na sierpniowe bezpłatne testowanie gier ALPAkids.
Dziecko MOŻE umieć czytać, idąc do szkoły. Niektóre dzieci chcą i potrafią czytać już w zerówce albo nawet wcześniej – i to jest cudowna sprawa.
Ale dziecko wcale NIE MUSI czytać przed rozpoczęciem pierwszej klasy. Późniejsza gotowość nie oznacza automatycznie, że jest leniwe, mniej zdolne albo „z tyłu”.
Przede wszystkim: nie oceniam rodziców, którzy uczą dzieci czytać wcześniej, jeśli robią to bez nacisku i z uważnością na indywidualny rozwój dziecka.
Problem zaczyna się wtedy, gdy nauka czytania przestaje wynikać z ciekawości dziecka, a zaczyna być odpowiedzią na lęk dorosłego:
„Inne dzieci już czytają”.
„Może powinnam z nim więcej ćwiczyć?”.
„Czy ja czegoś nie zaniedbałam?”.
Kiedyś dzieci zaczynały naukę czytania przede wszystkim w szkole. Ja sama nie znałam nawet liter, mając siedem lat.
Dziś słyszę rodziców zachęcających cztero- i pięciolatki do poznawania liter oraz pisania po śladzie. Widzę rozmowy o tym, które dziecko już czyta. Spotykam też rodziców oceniających jakość zerówki przez pryzmat tego, czy dziecko nauczyło się w niej czytać.
I sama, mimo zaufania do podejścia RIE, nieraz zastanawiałam się, czy nie powinnam ćwiczyć z dziećmi więcej. Czy ich nie zaniedbuję, nie ucząc ich tak jak inni rodzice? Presja na wczesną naukę czytania naprawdę potrafi udzielić się także rodzicom, którzy bardzo nie chcą temu ulec.
A taka presja może mieć swoją cenę:
rodzic zaczyna się martwić i porównywać dziecko z innymi, a napięcie przenosi się do domu,
dokładamy sobie kolejny obowiązek do i tak bardzo napiętego rodzicielskiego grafiku,
dziecko może zniechęcić się do czytania, zanim zdąży odkryć w nim przyjemność,
może usłyszeć między wierszami: „Jesteś z tyłu. Powinieneś już to umieć. Inne dzieci już czytają.”,
możemy nie zauważyć, że w tym momencie dziecko intensywnie rozwija zupełnie inne umiejętności.
Mnie pomagały dwie myśli Magdy Gerber, założycielki RIE:
„Wcześniej nie znaczy lepiej.”
„Uważaj na to, czego uczysz dzieci. To może zakłócać to, czego one właśnie uczą się same.”
Moje dzieci znały litery z przedszkola, ale w domu nie urządzałam im lekcji czytania ani pisania. Nie widziałam z ich strony większego zainteresowania tym tematem. Szczerze mówiąc, nie miałam też przestrzeni na dokładanie nam kolejnych ćwiczeń.
Miałam za to czas na codzienne czytanie im książek, a to pięknie buduje relację i przy okazji wspiera naukę późniejszego samodzielnego czytania.
Wybrałam też naturalne, codzienne mówienie do dzieci po angielsku, bo wpasowało się dobrze w naszą rodzinę i nie wymagało lekcji, materiałów ani presji. Nie dlatego, że uważałam angielski za ważniejszy od czytania, tylko dlatego, że akurat to mogłam robić swobodnie i nie tylko dla dzieci, ale też dla siebie (żeby samej nie zapomnieć języka). I moja pierwsza ważna lekcja w tym obszarze: nic na siłę. Dziecko chce przejść na polski i się denerwuje, wracamy do polskiego.
Kiedy dzieci poszły do szkoły i zaczęły uczyć się czytać oraz pisać, zapytałam, czy i jakiej pomocy potrzebują. Chciały wsparcia, więc ustaliliśmy wspólnie cel: trzy minuty czytania, w założeniu codziennie, a w praktyce raczej trzy–cztery razy w tygodniu. Nagrywałam też krótkie fragmenty ich czytania, żeby po pewnym czasie mogły same zobaczyć swój postęp (poniżej więcej o tym).
Pod koniec pierwszej klasy dzieci świetnie sobie radziły. Jedno czytało bardzo płynnie, drugie nabrało płynności w drugiej klasie. Dziś, co dla mnie najważniejsze, sami sięgają po książki i robią to z przyjemnością.
Jedno z badań porównało dzieci rozpoczynające formalną naukę czytania około piątego i siódmego roku życia. Dzieci uczone wcześniej początkowo radziły sobie lepiej, ale około dziesiątego roku życia ta przewaga zniknęła. Obie grupy osiągnęły podobną płynność czytania, a nawet dzieci później rozpoczynające naukę wypadały nieco lepiej w rozumieniu tekstu.
To było badanie obserwacyjne, więc nie dowodzi, że późniejsze rozpoczęcie nauki jest lepsze dla każdego dziecka. Pokazuje jednak coś ważnego: wcześniejszy start formalnej nauki nie musi oznaczać trwałej przewagi.
Do zapamiętania
Wcześniej nie znaczy lepiej 😉
Jedno dziecko zainteresuje się czytaniem bardzo wcześnie, a inne będzie potrzebowało więcej czasu. Naszym zadaniem nie jest poganianie go ani zupełnie bierne czekanie, tylko obserwowanie, tworzenie warunków do nauki i proponowanie pomocy wtedy, gdy jest potrzebna.
Brak presji nie oznacza braku wsparcia.
Możemy czytać dziecku, udostępniać mu książki, odpowiadać na pytania o litery, rozmawiać z nauczycielem, a kiedy pojawia się zainteresowanie albo trudność – zapytać: „Jakiej pomocy ode mnie potrzebujesz?”.
Jednak warto pamiętać, że bardzo łatwo przekroczyć cienką linię między delikatnym wspieraniem a presją wynikającą z naszego lęku.
Piszę teraz książkę o granicach i zbieram prawdziwe rodzicielskie sytuacje. Jeśli masz dwie minuty, odpisz: kiedy najtrudniej Ci postawić dziecku granicę, co wtedy mówisz i co dzieje się później?
A jeśli chcesz dostać informację o premierze, możesz zapisać się tutaj: https://corobickiedydziecko.pl/ksiazka-granice/
W tym roku mamy za sobą podróż tam i z powrotem 12 h w aucie.
Ile w tym czasie dzieci miały ekranu? Łącznie około 30-40 minut (10-13 minut każde). Pod koniec podróży zaproponowałam im ALPA Kids, bo to jedyna aplikacja z grami na telefonie, którą mam i do której nie mam uwag.
Jest skierowana na wiek 3-8 lat, więc starszaki teoretycznie się nie łapią, ale też lubią na chwilę. Mogą poćwiczyć łamigłówki lub odczytywanie zegara. Aplikacja jest prosta, bez nadmiaru bodźców, spokojna.
Możesz też wypróbować ALPA Kids w sierpniu bezpłatnie, jeśli pobierzesz aplikację i użyjesz kodu DZIECKOSIERPIEN-2026 (to nie wymaga on podawania danych, subskrypcja nie przedłuża się automatycznie, kod wygasa sam w chwili upłynięcia daty ważności - czyli 30.08.) Tu szczegóły, jak użyć kod:
https://alpakids.com/wp-content/uploads/2025/03/ALPA-POLAND....

Robienie wielkich baniek mydlanych to prosta, uniwersalna i naprawdę świetna letnia aktywność, do której dzieci chętnie wracają. U nas dobrze sprawdzało się od wieku 4 lat. Dzieci mogą same próbować tworzyć coraz większe bańki, obserwować, dokąd niesie je wiatr, łapać je albo po prostu za nimi biegać. To także dobry pomysł na spotkanie z innymi dziećmi albo chwilę wspólnej zabawy całej rodziny.
Wszystkie polecajki zabawek i książek z poprzednich newsletterów znajdziesz tutaj: https://corobickiedydziecko.pl/polecajki/
Prywatne nagranie postępu dziecka w jakiejś umiejętności. Kiedy dzieci już poszły do szkoły i zaczęły naukę czytania, nagrałam to, jak czytają na głos w listopadzie, lutym i czerwcu. Oczywiście za ich zgodą. Po kilku miesiącach dziecko może samo zobaczyć zmianę, zamiast słyszeć tylko oceny dorosłych. Efekt był niesamowity! Dzieciaki bardzo były dumne ze swojego postępu i zmotywowane do dalszej nauki.
Teraz wykorzystuję też wiedzę o tej nauce czytania, kiedy trudno im jest z nauką innych umiejętności. Przypominam, że nie wszystko przychodzi łatwo, szybko i przyjemnie. Ale postęp przychodzi, jeśli cierpliwie się ćwiczy 😉
Przesyłam serdeczne pozdrowienia
Justyna
P.S. Ten newsletter żyje dzięki temu, że go czytasz i podajesz dalej. Dodaj mój adres do kontaktów, prześlij ten mail komuś bliskiemu albo postaw mi wirtualną kawę. Każda taka mała rzecz pomaga mi tworzyć i docierać z przesłaniem dalej.
P.S. 2. Coś Cię gryzie w zachowaniu dziecka? Napisz mi anonimowo. Co jakiś czas odpowiadam na takie pytania w newsletterze.
