
Kiedy dziecko nie reaguje na nasze „nie”, zwykle mówimy więcej i coraz głośniej. Tymczasem im trudniejsza sytuacja, tym mniej słów potrzeba. Wystarczy krótkie, spokojne zdanie z kropką na końcu plus czasami Twoje działanie (zatrzymanie zachowania) i akceptacja tego, że dziecko może być z tego niezadowolone.
Pamiętasz plac zabaw z poprzedniego maila? Załóżmy, że tym razem robisz wszystko, o czym pisałam. Wychodzicie, zanim dziecko jest padnięte. Podchodzisz, zamiast wołać przez cały plac, i uprzedzasz: „Za chwilę wracamy do domu. Jeszcze jeden zjazd”. Czterolatka zjeżdża, ale potem patrzy na Ciebie, krzyczy „Nie!” i znów wspina się na zjeżdżalnię.
I zaczyna się… „Kochanie, mówiłam, że to ostatni, dobrze?”, „No chodź już, proszę”, „Ile razy mam ci powtarzać?”, „Liczę do trzech…”. Każde kolejne zdanie jest dłuższe i głośniejsze, a dziecko jakby słyszało coraz mniej.
Myślę, że wiele z nas zna tę spiralę. Kiedy słowa nie działają, dokładamy następne. A dziecko w takiej chwili często jest już w silnych emocjach albo tak pochłonięte zabawą, że nasze tłumaczenia po prostu do niego nie docierają. W książce porównuję to do wspinaczki z asekuracją: kiedy ktoś jest na ściance, instruktor nie wykrzykuje z dołu długiego wykładu o technice wspinania. Mówi krótko to, co w tej chwili potrzebne, i trzyma linę.
Jeśli chcesz dostać wiadomość, kiedy ruszy przedsprzedaż, zapisz się na listę oczekujących. Zapis nie zobowiązuje do zakupu.
Następnym razem możesz spróbować tak:
Podejdź blisko, złap kontakt wzrokowy i powiedz spokojnie jedno zdanie: „Wychodzimy teraz”. Bez „dobrze?” na końcu, bo ono podpowiada dziecku, że decyzja jeszcze nie zapadła.
Jeśli dziecko dalej się wspina, nie powtarzaj tego piąty raz. Przejdź do działania: „Widzę, że chcesz jeszcze zjeżdżać. Pomogę ci zejść”. I pomóż: weź za rękę, zdejmij z drabinki, a jeśli trzeba, weź na ręce.
Pozwól wybrzmieć złości czy smutkowi, które zalewają dziecko. Krótko powiedz: „Chciałabyś zostać dłużej. Rozumiem”. Bez przekonywania, że nie ma o co płakać oraz bez zmiany decyzji.
Takie fizyczne poprowadzenie dziecka nie jest porażką ani dowodem, że granice „nie działają”. Małym dzieciom (szczególnie do wieku szkolnego) słowa często nie wystarczają, bo kontrola impulsów dopiero się rozwija. Robimy to na tyle stanowczo, na ile trzeba, i na tyle delikatnie, na ile się da. Dziecko może płakać w drodze do domu i to jest w porządku. Ten płacz to jest ważna droga dziecka prowadząca do akceptacji Twojej decyzji, jak mówi kanadyjski psycholog kliniczny Gordon Neufeld.
Wiem, że takie stawianie granic wymaga wstania z ławki i wysiłku. Zwykle jednak mniejszego niż dziesięć minut przekonywania, które kończy się zdenerwowaniem po obu stronach 😉
W kolejnym mailu zajmiemy się tym, co dzieje się potem: kiedy emocje już opadną, a Ty zastanawiasz się, czy i jak wrócić do trudnej sytuacji.
A jeśli chcesz pogłębić temat, to w książce dokładnie rozpisuję, jak stawiać granicę na gorąco: jakie krótkie zdania pomagają, czego lepiej wtedy nie mówić i jak być obok, kiedy dziecko protestuje.
Do zapamiętania
Im trudniejsza sytuacja, tym mniej słów.
Zwykle najlepiej działa: krótkie zdanie informujące o granicy, Twoje spokojne działanie i autentyczna zgoda na emocje dziecka.
Dla rodziców | dom

Dziś polecam coś, co u nas w domu sprawdza się zaskakująco dobrze: etykietownicę (małą drukarkę do etykiet) 🙂 Przyda się do podpisania:
– bidonu i śniadaniówki (mniej rzeczy „znika” w szatni),
– zeszytów, książek, piórnika czy kredek,
– pudełek z zabawkami: klocki, autka, puzzle,
– szuflad z ubraniami dziecka, np. „skarpetki”, „piżamy”,
– pojemników w kuchni i łazience.
Podpisane pudełka bardzo pomagają też w sprzątaniu. Dziecko wie, gdzie co odłożyć, i może to zrobić samo, bez dopytywania. Młodszym dzieciom można obok napisu przykleić obrazek. My korzystamy z niej ogromnie często.
Coś Cię gryzie w zachowaniu dziecka? Napisz mi anonimowo. Co jakiś czas odpowiadam na takie pytania w newsletterze.
Przesyłam serdeczne pozdrowienia
Justyna
