fbpx

Jak mole spożywcze skradły mi dużo za dużo czasu

Pomysł na ten wpis pojawił się nieoczekiwanie – a właściwie nieoczekiwanie wszedł do naszych szafek kuchennych w 2018 roku. I nie sądziłabym, że mole spożywcze mogą mieć tak duży wpływ na moją organizację, ale niestety miały – straciliśmy ogromnie dużo czasu na walkę z nimi przez swoje własne błędy. Dlatego pomyślałam, że dobrze byłoby ustrzec przed tym innych.

Mole spożywcze – historia inwazji 

Z molami miałam do czynienia po raz pierwszy w życiu, dlatego nie wiedziałam, jak poważny to problem. W naszym wypadku przynieśliśmy dokładnie mklika mącznego w jakimś produkcie spożywczym ze sklepu. Pierwsze pojedyncze latające osobniki zauważyliśmy w sierpniu. Na początku nawet nie rozpoznałam, co to jest. Raz na kilka dni latał po kuchni jakiś taki mały motyl. Dopiero jak to się powtórzyło 2-3 razy, to sprawdziłam w internecie, że tak wygląda mol. Ale się tym za bardzo nie przejęłam, mniej więcej przejrzałam szafki, ale nic nie znalazłam. Stwierdziłam, że może rzeczywiście jakieś pojedyncze osobniki przynieśliśmy ze sklepu, ale w ogóle nie sklasyfikowaliśmy tego problemu jako pilny i ważny. Kupiłam jedynie płytkę na mole spożywcze, na którą złapał się po dłuższym czasie tylko jeden latający szkodnik. To był nasz pierwszy, duży błąd – nie znaleźliśmy czasu na zajęcie się tym.

larwa mola spożywczego na opakowaniu

Po 2-3 tygodniach chciałam upiec ciasto i po odpakowaniu gorzkiej czekolady dowiedziałam się, jak wygląda larwalne stadium rozwoju mklika mącznego 🙁 Niestety okazało się, że larwy już na dobre zadomowiły się w całej szafce z przegryzkami – weszły do kilku czekolad, porobiły kokony w załamaniach opakowań, weszły do pudełek z orzechami. Było kilka latających motyli, kilka kokonów z przepoczwarzającymi się dorosłymi osobnikami i dużo larw. Wyrzuciliśmy większość rzeczy, wyszorowaliśmy octem szafki, kosze, pojemniki. Straciliśmy na to prawie cały dzień i… na nic to wszystko, bo dalej zignorowaliśmy wagę problemu i nie doprowadziliśmy akcji czyszczenia do końca. Nasze dwa błędy:

  1. Mieliśmy wątpliwości co do pojemnika z sezamem. Oglądaliśmy go ze wszystkich stron i wydawało nam się, że nic tam nie ma. Więc zostawiliśmy. Błąd! Jeśli masz wątpliwości, czy mole nie złożyły w czymś jaj, to włóż ten produkt na kilka dni do zamrażarki.
  2. Nie sprawdziliśmy od razu produktów spożywczych w innych szafkach – przede wszystkim mąk, płatków i kasz. Trzeba je było od razu sprawdzić, albo przynajmniej prewencyjnie przemrozić w zamrażarce.

Druga fala

Niestety okazało się, że w sezamie jednak mole też były i założyły tam sobie nowe gniazdo z jajami, a my w międzyczasie nie używaliśmy sezamu i nic nie zauważyliśmy. Zorientowaliśmy się dopiero po półtorej miesiąca, kiedy z gniazda wyleciały nowe latające osobniki. Mnie nie było akurat w domu, ale mój mąż przeprowadził śledztwo i odkrył nowe gniazdo. I znowu musiał przejrzeć całą szafkę z przegryzkami, każdy produkt dokładnie obejrzeć, wyrzucić zainfekowane jedzenie oraz umyć octem szafki i wszystkie opakowania. Znowu pół dnia straty. I znowu wszystko na nic… Tym razem też nie doceniliśmy przeciwnika… Myśleliśmy, że wystarczy tę jedną zainfekowaną szafkę wyczyścić. Zamierzaliśmy co prawda sprawdzić kiedyś inne szafki, ale ciągle nie było czasu…

Znowu minęło półtorej miesiąca. W między czasie spokój i cisza – żadnych latających moli. I nastąpił nasz kolejny błąd – pewnej środy zauważyłam, że na suficie między kuchnią a salonem chodzi duża larwa. Od razu zaczęłam bić na alarm, że to znowu mol. Ale mąż stwierdził, że niemożliwe, bo nic przecież nie latało ostatnio, a to wygląda jak robaczek z jabłka – pewnie wyszedł z owocu. Przekonał mnie niestety. A gdybyśmy już wtedy zareagowali, to może ograniczylibyśmy zasięg kolejnej inwazji.

Trzecia fala

Na weekend miało nas nie być, ale ja się przeziębiłam i zostałam w domu z synkiem. Na szczęście – bo nie wiem, co byśmy zastali po powrocie… W sobotę rano zauważyłam małą larwę na drzwiach szafki z kaszami i mąkami. Kiedy chciałam ją usunąć, spadła na ziemię, na której wiło się kolejnych kilka larw. Odsunęłam cokoły spod szafek i ujrzałam kilkanaście larw wędrujących w różne strony. Otworzyłam szafkę z mąkami i kaszami, a tam cała armia… Szczęście w nieszczęściu – same larwy lub przepoczwarzające się osobniki, ale jeszcze nie było dorosłych, latających szkodników. To właśnie dorosłe osobniki składają jaja, więc była szansa, że tym razem uda się to powstrzymać.

Najwidoczniej latające mole spożywcze, z którymi walczyliśmy 3 i 1,5 miesiąca wcześniej, przeleciały wtedy od przegryzek do szafki z produktami sypkimi, a dokładniej do kaszy jaglanej w woreczkach [bo tam znaleźliśmy gniazdo] i złożyły jaja. Akurat mniej więcej 2 miesiące trwa okres wylęgu mklika mącznego – wszystko pasuje.

Ostateczna rozprawa z molami

Tym razem już nie zignorowałam problemu. Poświęciłam 3 dni na dokładne wysprzątanie całej kuchni. Zamieszczam dokładny opis, jak to wyglądało u nas, bo myślę, że gdyby ktoś wcześniej opowiedział mi podobną historię, to od razu podeszłabym poważniej do problemu i uniknęła tych czasochłonnych nawrotów szkodników. Dodatkowo, gdy zaczęłam opowiadać znajomym o naszym problemie, to nagle okazało się, że prawie każdy miał do czynienia z molami lub zna kogoś, kto się z tym zmagał.

Wy także nie ignorujcie moli – bardzo łatwo je przynieść ze sklepu i niestety problem ten często się zdarza. Mole spożywcze lubią takie produkty jak kasze, płatki, ziarna, mąki, słodycze, kakao, a nawet ponoć herbaty czy przyprawy. A jeśli już raz się u was pojawią, to nie będzie łatwo się ich pozbyć. Larwy potrafią wejść do pojemników, niedokręconego słoika, przegryźć się przez woreczki. Ale jeśli od razu wytoczycie najcięższe działa, to macie większą szansę, że nie powrócą za dwa miesiące. Szczególnie jeżeli tak jak my lubicie robić zakupy na zapas i szkodniki mają wiele produktów, na których mogą żerować.

Wyrzucanie

Na całe szczęście była ze mną moja Mama, która mi pomogła szybko opanować kryzys, bo sama z niemowlakiem u boku nie dałabym rady. Po pierwsze najpierw musiałyśmy zatrzymać larwy, której próbowały opanować całą kuchnię. Zaczęłyśmy od potopienia w occie larw, które już wychodziły z szafki. Następnie wyrzuciłam gniazdo. Jak go rozpoznać? Jest tam najwięcej wyklutych larw, było już sporo kokonów oraz charakterystyczne niteczki oznaczające jaja.

Potem wyrzuciłam – nawet bez sprawdzania zawartości – wszystkie otwarte i rozpoczęte już produkty, które nie były w pojemnikach – mąki, kasze, płatki. Kilka produktów było nowych, w szczelnych opakowaniach, a ja nie znalazłam żadnej larwy na opakowaniu, więc włożyłam to profilaktycznie do przemrożenia do zamrażarki. Następnie dokładnie przejrzałam każdy pojemnik w zainfekowanej szafce – do większości produktów larwy próbowały się już dostać. Na szczęście pojemniki z Ikei w miarę dobrze przeszły testy, bo znajdowałam larwy na pokrywkach, ale żadnej nie udało się do końca pokonać wszystkich uszczelek i wejść do środka. Jednakże – zrażona poprzednimi niepowodzeniami – tym razem wyrzucałam zawartość, jeśli tylko jakakolwiek larwa próbowała się tam dostać. Nie mogłam być przecież pewna, czy jej mniejsza i zwinniejsza koleżanka nie żeruje już czasem w środku, a gołym okiem ciężko to zauważyć. Potem pojemniki lądowały w wodzie z octem, a następnie w zmywarce. Pudełka nienoszące oznak inwazji lądowały automatycznie w zamrażarce – profilaktyczne przemrożenie.

Czyszczenie

Następnie wyczyściłam dokładnie szafkę – w rogach były już kokony. Mój pech – mole opanowały szafkę cargo i larwy powłaziły do mechanizmu i szyn, których nie mogłam zdemontować i dokładnie umyć. Więc psikałam wodą z octem w każdą szczelinę mechanizmu, one wypełzały i co chwila otwierałam szafkę na nowo i wyciągałam pojedyncze osobniki.

Następnie wyczyściłam każdą inną szafkę w kuchni – niezależnie, czy była to szafka z jedzeniem czy nie. I niestety znalazłam już pojedyncze larwy w szafkach sąsiadujących z tą zainfekowaną – na szczęście nie było tam jedzenia. Ale wyciągałam każdy przedmiot z szafki, dokładnie oglądałam, potem myłam szafkę octem i na końcu wsadzałam świeżo zerwaną lawendę do każdej z szafek.

Odstraszanie – czego mole spożywcze nie lubią

Potem przeczytałam, że lawenda co prawda odstrasza mole spożywcze, ale zdarza się i tak, że czasami te szkodniki zadomowią się w lawendzie, więc lepiej psikać olejkiem eterycznym z lawendy. Kwiatki lawendy poza tym się sypią i robi się dużo bałaganu. Więc na wszelki wypadek na drugi dzień tę lawendę usunęłam i zastąpiłam ją liśćmi laurowymi oraz skórkami z cytrusów. Dodatkowo wymieszałam wodę z olejkami eterycznymi lawendowym i goździkowym, bo ponoć tego zapachu też nie lubią i zraszałam tym wnętrza szafek co chwila przez kilka dni.

Ozonowanie i suszenie suszarką

Po wyczyszczeniu wszystkich szafek octem, wyrzuceniu wszelkich podejrzanych produktów i wymrożeniu pozostałych, włączyłam ozonowanie. To jedna z metod dezynfekcji, a na szczęście mamy w domu ozonator, który używamy przy myciu owoców i warzyw ze sklepu. Ozonowałam zainfekowaną szafkę, cokoły, szafki obok, całą kuchnię kilkukrotnie w ciągu 5 dni po odkryciu larw.

Następnie suszarką przesuszyliśmy cały mechanizm cargo – jeśli mole w środku szyn złożyły jaja lub założyły kokony, to wysoka temperatura powinna je zabić.

zamknięte pojemniki na len i sezam oraz cytryna i liście laurowe przeciwko molom

Zakup szczelnych pojemników

W kolejnym kroku kupiliśmy szczelne pojemniki i słoiki na dosłownie każdy możliwy produkt. Może i pojemniki nie są 100 % gwarancją, ale na pewno trudniej będzie molom dostać się do środka następnym razem. Będzie większa szansa, że tak szybko się nie rozprzestrzenią. Warto zwrócić uwagę na to, żeby pojemnik był jak najbardziej szczelny – czyli np. jeśli słoik, to lepiej taki z uszczelkami. Trzeba potem pamiętać, aby dokładnie zamykać pudełka, dokręcać mocno słoiki.

I żeby było wesoło – gdy już myśleliśmy, że nasza walka dobiega końca, to odkryliśmy larwy w spiżarce, gdzie trzymamy zapasy – a spiżarka jest oddalona od kuchni o 10 metrów, więc mieliśmy nadzieję, że tam mole nie dotarły… Były w kaszy jaglanej, w kaszy mannie i w płatkach owsianych… Więc wszystkie powyższe kroki powtórzyliśmy też w tym pomieszczeniu.

Epilog

Po incydencie przez kilka dni trzymaliśmy te produkty spożywcze, które się ostały, z dala od zainfekowanych miejsc. Jeśli jakaś larwa przeżyła, to chcieliśmy ją zagłodzić. Przez pierwsze 5 dni pojedyncze larwy dalej wychodziły gdzieś zza szafki, z dołu lub z mechanizmów cargo. Zdecydowaliśmy się też spryskać kuchnię i spiżarkę sprayem na mole spożywcze zakupionym w sklepie. Przez kilka tygodni powtarzałam również profilaktyczne ozonowanie kuchni oraz przemrażałam wszystkie kasze/mąki/płatki zaraz po przyniesieniu ze sklepu. Miałam duży uraz do moli i nie chciałam żadnych nowych 😉 Teraz po prostu kasze/płatki ze sklepu wkładam jeszcze do dodatkowego worka foliowego ze szczelnym zamknięciem strunowym. Jeśli w środku opakowań przyniosłam też mole, to tak szybko nie wyjdą. 

Jako prewencję na przyszłość dałam do każdego pojemnika z sypkimi produktami 2 laurowe liście i wymieniam je regularnie. Dodatkowo pryskam wnętrza szafek co jakiś czas mieszanką wody z olejkami eterycznymi. W gratisie przyjemny zapach unosi się w kuchni 🙂 W trakcie zakupów staramy się wybrać tylko te produkty, które są szczelnie zamknięte – trzeba to jednak uważnie sprawdzać. Np. w trakcie inwazji moli u nas znalazłam larwy w nieotwartym opakowaniu kaszy manny. Niby miało one zgrzane szczelnie zamknięcie, ale nie sięgało ono od brzegu do brzegu. I przez te małe dziurki po bokach mole z łatwością się przedostały. Co prawda mklik mączny może przegryźć folię, ale na pewno większym ryzykiem jest opakowanie bez szczelnego zamknięcia – złodziejowi też nie zostawiamy przecież otwartych drzwi 😉

liście laurowe w zamkniętych pojemnikach z kaszą

Podsumowanie – możliwe metody walki z molami spożywczymi

  • Jak tylko zauważysz mole spożywcze, to od razu zacznij z nimi walczyć. Nie odkładaj tego, bo będzie Cię to kosztować o wiele więcej czasu i pracy, kiedy mole na dobre się zadomowią. Popatrz na to z pozytywnej strony – przynajmniej Twoje szafki w kuchni będą wysprzątane na wysoki połysk 😉
  • Jak rozpoznać mole spożywcze? Latające osobniki łatwo zauważyć, z larwami i jajami jest gorzej. Znakiem, że żywność ma nieproszonych gości, są cieniutkie niteczki, jakby sieć pajęcza, na której zaczepiają się pojedyncze ziarenka i sypkie produkty jakby przyklejają się do ścianek. Dodatkowo kiedy przesypujemy płatki lub kaszę, a one zbijają się w takie kulki, to może oznaczać larwę – warto taką małą kulkę rozbić i sprawdzić, czy nie ma tam larwy obtoczonej płatkami/kaszą.
  • Wyrzuć wszystkie zainfekowane produkty, a to, co postanowisz zostawić, włóż do zamrażarki na kilka godzin lub dni – niska temperatura zabija jaja.
  • Wymyj wnętrza szafek octem. Nie pomijaj żadnej przestrzeni i szczególnie przyłóż się do dobrego wymycia rogów i zakamarków, bo tam mole lubią składać jaja.
  • Jeśli podejrzewasz, że pojedyncze larwy pochowały się w szczelinach szafek, to przez kilka dni nie wkładaj tam produktów spożywczych. Pryskaj octem i obserwuj, czy nic nowego nie wychodzi.
  • Wyozonuj szafki, jeśli masz taką możliwość. Domowe ozonatory to koszt rzędu 100 – 400 zł, wykorzystasz je potem do ozonowania żywności lub pomieszczeń. My mamy taki ozonator i jesteśmy bardzo zadowoleni. Nie do końca potrafię wyjaśnić, jak działa ozon na mole, ale chodzi mniej więcej o to, że ozon zabija ścieżki zapachowe szkodników, więc nie mogą one trafić do pożywienia. Obecnie przeprowadza się wiele testów mających na celu wprowadzenie ozonu do przemysłu spożywczego w ramach ochrony przed bakteriami, pleśniami i szkodnikami (np. tutaj o tym piszą).
  • Przesusz suszarką szczeliny, zakamarki i trudno dostępne miejsca. Wysoka temperatura powinna zabić jaja.
  • Spryskaj wnętrza szafek olejkami eterycznymi. Mole nie lubią zapachu lawendy, goździków, cytrusów.
  • Możesz włożyć do szafki liście laurowe, liście orzecha włoskiego lub skórki z pomarańczy czy cytryn z nabitymi goździkami.
  • W sprzedaży są spraye na mole. Ja kupiłam taki.
  • Możesz też kupić lepy na mole – ale tylko, jeśli chcesz sprawdzić, czy w ogóle masz te szkodniki w domu. Jeśli już o tym wiesz, to lepiej nie wyrzucać pieniędzy na lepy, bo one moli nie pokonają. To są pułapki feromonowe, które przyciągają tylko samców. Nawet jak coś złapie się na lep, to tak wcześniej mogło dojść do zapłodnienia i dalszego rozmnożenia. Zresztą producenci lepów też piszą często na opakowaniach, że lepy służą tylko „monitorowaniu obecności moli”. A jeśli się okaże, że szkodniki są, to trzeba i tak wyrzucić całą zainfekowaną żywność i zrobić gruntowne porządki.
  • Czytałam też, że niektórzy mają problemy z molami wlatującymi do domu przez okna od sąsiadów. Warto wtedy zainwestować w moskitiery na okna i na kratki wentylacyjne.
Share on facebook
Share on twitter
Share on email

Przeczytaj także...

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Co myślisz o wpisie? Zostaw proszę komentarz :) x
()
x

Spodobał Ci się artykuł? Zapisz się do newslettera, abym mogła Cię poinformować Cię o nowym wpisie. 

Justyna