Co robić, kiedy dziecko nie chce jeść?

Nieważne czy dziecko jest chudzinką, czy krągłych kształtów – chyba każdy rodzic miał epizody niepokoju związane z jedzeniem swojej pociechy. Czasami sytuacja, w której dziecko nie chce jeść, prowadzi niestety do tego, że opiekunowie biegają za maluchem lub odwracają jego uwagę zabawą lub bajką, żeby go choć trochę nakarmić. A w niektórych domach w trakcie posiłków negatywne emocje  obu stron sięgają zenit, a stół staje się terenem regularnej walki. Co można zrobić, żeby  nie doprowadzać do takich sytuacji?

Zobacz też: Co robić, kiedy dziecko nie chce rozszerzać diety?

Dziecko nie chce jeść – ale czy na pewno? 

dziecko nie chce jeśćPo pierwsze trzeba sobie uświadomić, że wiele problemów z jedzeniem wynika z nadmiernej presji rodzica. To normalne, że chcemy, żeby nasze dzieci zdrowo się odżywiały i że staramy się wpoić dzieciom dobre nawyki żywieniowe. Pamiętajmy jednak, że dzieci uczą się przede wszystkim poprzez obserwację nas samych.

Jeśli my potrafimy czerpać przyjemność z biesiadowania przy stole, nie zajadamy emocji i czujemy, że nasza relacja z jedzeniem jest zdrowa, będzie nam łatwo przekazać dzieciom te wzorce. Jeśli jednak sami niechętnie jemy warzywa, a próbujemy do tego nakłonić dzieci, będzie to dużo trudniejsze zadanie. 

Ponadto jeśli bardzo martwimy się tym, że nasze dziecko nie chce jeść, pomocnych może być sprawdzenie kilku mierzalnych parametrów. Jestem daleka od wkładania dzieci w ramki z centylami i tabelki, bo wierzę, że każde dziecko rozwija się w swoim właściwym tempie. Jednakże świadomość, że sprawdziliśmy poniższe rzeczy i wszystko jest w porządku, zdejmie z nas ogromny ciężar i pomoże w wyrobieniu w sobie lepszego nastawienia. 

  1. Po pierwsze dobrze jest sobie spisać, ile rzeczywiście dziecko je i pije w trakcie dnia. Może jak to podsumujemy, to wcale nie będzie tego tak mało? 
  2. Po drugie warto sprawdzić wagę oraz wzrost dziecka, a następnie przeanalizować, czy dziecko rośnie i czy są jakieś podstawy do obaw. 
  3. Po trzecie jest coś takiego jak faza neofobicznego lęku przed jedzeniem, która może wystąpić od 1 do 5 roku życia. Jest to całkowicie normalna faza rozwojowa i dotyka większość maluchów. W tym okresie dziecko nie chce jeść i czuje niechęć do próbowania nowych smaków.
  4. Jeśli dalej uważamy, że problem niejedzenia jest duży, to można porozmawiać o tym z pediatrą i zrobić dziecku podstawowe badania kontrolne.

Okay. Załóżmy, że mamy za sobą powyższe punkty i jesteśmy pewni, że dziecko jest zdrowe. Niestety jego ‘niejedzenie’ dalej bardzo nas niepokoi. Jak teraz pomóc sobie i dziecku? Dzieci są wyjątkowo wrażliwe na nasze emocje i doskonale wyczuwają, jeśli mamy z czymś problem. Nastawienie rodzica i dobra atmosfera przy posiłku ma ogromne znaczenie. Poniżej garść wskazówek, która pomoże nad tym popracować.

Nastawienie opiekunów

Zróbmy wszystko, co możliwe, żeby nie tworzyć w swojej głowie większego problemu, niż jest. Zgodnie z podejściem RIE zaufajmy dziecku. Zje tyle, ile potrzebuje. Pozwólmy dziecku odkryć i poznać swoje uczucie sytości i głodu. Nie zmuszajmy go do jedzenia, nie wywierajmy presji, nie manipulujmy, nie obiecujmy nagród, nie stosujmy kar. Pamiętajmy, że my jako dorośli jesteśmy odpowiedzialni za to, co serwujemy na stół, co kupujemy, jakie przekąski i kiedy oferujemy dziecku, czy na jakie produkty pozwalamy. Dziecko jest odpowiedzialne za to, po co sięgnie z tego, co mu zaproponowaliśmy. 

Poświęć uwagę 

Założycielka RIE, Magda Gerber, kładła bardzo duży nacisk na to, żeby dziecko mogło cieszyć się naszą pełną uwagą w trakcie karmienia go piersią czy butelką a potem w trakcie spożywania przez niego posiłku. To konieczne, żeby dziecko zajęło się potem samodzielną zabawą, zamiast szukać ciągle naszego towarzystwa. Posiłki to takie momenty w ciągu dnia, kiedy dziecko dzięki naszej uwadze ładuje swoje baterie. 

Magda Gerber zalecała zatem, żeby przy małych dzieciach skupić się w trakcie ich jedzenia tylko na nich, a samemu spożyć posiłek później. Trudno bowiem jeść samemu i jednocześnie ofiarować 100 % swojej uwagi maluchowi. A dziecko szybko potrafi wykorzystać moment nieuwagi, żeby wywrócić miskę, co może spowodować naszą niepotrzebną frustrację.

Kiedy dzieci są starsze, warto jeść wspólnie posiłki. Niech to będzie wspólna kolacja czy śniadanie. Warto, żeby choć jeden posiłek w ciągu dnia zbierał wszystkich domowników przy wspólnym stole.

Wprowadzenie domowych zasad jedzenia

Niektórzy dorośli bronią się przed sztywnymi regułami, bo kojarzy im się to z wojskowym rygorem i nie chcą tak wychowywać dzieci. Jednakże warto pamiętać o tym, że dzieci często czują się bezpieczniej, kiedy wiedzą, jak wyglądają poszczególne czynności i czego mogą się spodziewać. To daje też rodzicom poczucie kontroli nad sytuacją. W tym przypadku nawet, jeśli dziecko nie chce jeść, to będziemy świadomi, że stworzyliśmy mu dogodne warunki do spożywania posiłków i ze swojej strony nie mamy sobie nic do zarzucenia. 

Na początku zachęcam do spisania sobie zasad i planu działania na kartce i wywieszenia w widocznym miejscu. Do momentu wyrobienia zdrowych nawyków dobrze, żeby wszyscy domownicy trzymali się ściśle zasad. Potem zapewne nie będzie już to konieczne.  

Warto rozważyć następujące zasady:

  • posiłki o stałych porach i brak przekąsek między nimi
    Wprowadza to pewną rutynę, szczególnie pomocną dla dzieci.
    Przekąski sprawiają, że tracimy kontrolę nad tym, co dziecko je. Są zazwyczaj też mniej wartościowe niż dania główne, na które dziecko nie ma potem miejsca. Jeśli maluch jest przyzwyczajony do takiego ciągłego podjadania, to na początku może się buntować. Co można wtedy powiedzieć?
    „Bardzo chcesz teraz serek żółty. Wydajesz się zmartwiona tym, że teraz nie jemy.”
    Jeśli dziecko się rozpłacze, to zaakceptujmy jego uczucia. Możemy też przesunąć trochę godzinę kolejnego posiłku, jeśli widzimy, że dziecko jest bardzo głodne. Ale postarajmy się zachować spokój i szerszą perspektywę w swojej głowie. 
  • wstawanie od stołu i zabawa jedzeniem to znak, że dziecko skończyło jeść
    Rzucanie jedzeniem, kręcenie się i zabawa to często próby przetestowania granic. Więcej na ten temat napiszę w osobnym wpisie.
  • każdy próbuje choć odrobinę wszystkiego, co jest na stole
    W myśl zasady, że jeśli nie polubię czegoś za piątym razem, to dopiero wtedy wiem, że tego naprawdę nie lubię.
  • jemy to, co zostało zaoferowane w trakcie posiłku
  • Dzieci próbują często wpłynąć na to, co będą jeść. Niestety czasami to wyraz testowania, na jak wiele rodzice się zgodzą. Bywa też tak, że maluch jadłby ciągle to samo. Nie można zatem dawać dziecku nad tym całkowitej kontroli. Jak najbardziej zachęcam do oferowania im wyboru i brania pod uwagę ich preferencji, kiedy tylko jest to możliwe:
    “Myślę właśnie, co zrobić nam na śniadanie. Co Ty byś dzisiaj chciał zjeść?”
    “Planuję dzisiejszy obiad. Mogę zrobić spaghetti lub zupę pomidorową. Co Ty byś wolał?”

    Jeśli serwujemy jakąś nowość, to starajmy się także mieć w zapasie coś sprawdzonego, co wiemy, że dziecko zje.  Ale jeśli na stole są pokarmy, które dziecko zazwyczaj jada, a tym razem żąda czegoś innego, to nie uginajmy się, jednocześnie uznając z szacunkiem jego uczucia:
    “Bardzo byś chciał zjeść teraz makaron. A na obiad jest kurczak z ziemniakami. Widzę, że Ci się to bardzo nie podoba.”

Unikanie złych nawyków i etykiet

W chwilach, kiedy dziecko nie chce jeść, bardzo łatwo doprowadzić do wykształcenia złych nawyków w dążeniu do tego, by cokolwiek zjadło. Starajmy się w tych momentach unikać niezdrowego jedzenia i słodyczy. Proponujmy różnorodne smaki i nie przyklejajmy dziecku etykiety ‚niejadka’. Jeśli będziemy powtarzać i myśleć o dziecku jako o tym, które nie lubi warzyw, to zapewne ono też tak o sobie zacznie myśleć. 

Zamiast “Nie lubisz brokułów?” lepiej powiedzieć “Widzę, że nie masz dzisiaj ochoty na brokuła. Pamiętam, jak miesiąc temu go zajadałeś. A dzisiaj wolisz zjeść sobie coś innego.”

Jednym z gorszych nawyków jest zabawianie dziecka tabletem w trakcie jedzenia lub karmienie dziecka wtedy, kiedy dziecko jest zajęte czymś innym. Te metody sprawią, że ośrodek głodu i sytości dziecka zostaje całkowicie zaburzony. Dziecko nigdy samo nie poczuje, czy jest już głodne czy syte, jeśli będą o tym za niego decydować inni. Odwracanie uwagi dziecka od jedzenia po to, żeby zjadło, niesie ze sobą duże ryzyko zaburzeń odżywiania w przyszłości. 

Głodomorki?

A co robić, jeśli dziecko jest głodne, bo wstało i nie dojadło, a potem żąda przekąski? Najlepiej weź głęboki oddech i powstrzymaj się od kazań czy złości. Nie komentuj i nie osądzaj w stylu ‚przecież jedliśmy 5 minut temu’. Po prostu stwierdź:
„Jesteś bardzo bardzo głodna. Nie podoba Ci się, że teraz nie jemy i trzeba poczekać na kolejny posiłek.”
Jeśli dziecko jest bardzo głodne, to przyspiesz czas kolejnego posiłku, ale nie uginaj się i nie dawaj przekąsek. 

Są rodzice, którzy nie martwią się dlatego, że ich dziecko nie chce jeść i brakuje mu odpowiednich minerałów i witamin. Martwią się, bo jeśli ich maluch nie zje, a potem zgłodnieje, to baaardzo mocno się zdenerwuje. A niektóre głodomorki wyprowadzone z równowagi nie nie są w stanie już więcej zjeść, kiedy najdzie ich głód i zły nastrój. Bardzo trudno takim rodzicom nie ugiąć się przed prośbą dzieci o przekąskę (a raczej stanowczym żądaniem jej). Łatwo też wykształcić w takich dzieciach nawyk ‚zajadania’ złego humoru. Bo zbyt często rodzice (w dobrej intencji niesienia pomocy maluchowi) łączą jego nastrój z głodem i oferują jedzenie jako rozwiązanie. Jestem przekonana, że powyżej zaproponowane zasady pomogą także tym rodzicom – sama przez to przechodziłam. 

Starajmy się z całych sił wskrzesić radość ze wspólnych posiłków. Lepiej przekierować ciężar uwagi z tego, ile czego dziecko zjadło, na cieszenie się wspólnym czasem przy stole. 

—————— To działa! moja historia ——————

Jedno z moich dzieci jadło pięknie od urodzenia. Rozszerzanie diety poszło jak z płatka, do półtorej roku maluch jadł wszystko chętnie i ładnie. Potem zaczęły się próby testowania, dziecko już nie wszystko chciało jeść. Były dni, gdzie jadło normalnie, a były takie, gdzie prawie nic nie wzięło do buzi. Zaczęło się wiercenie się w krzesełku  i notoryczne podjadanie. A maluch był głodomorkiem, który bardzo gwałtownie i niedobrze reagował na uczucie głodu. Nie martwiłam się, że brakuje mu jakichś witamin czy składników. Chciałam, żeby zjadł porządnie posiłki (szczególnie przed wyjściem z domu), bo niedojedzenie kończyło się najczęściej jakąś grubą awanturą. 

Postanowiłam spróbować wskazówek z bloga Janet Lansbury. Po pierwsze wprowadziłam jasne zasady dla całej rodziny: serwowałam 5 posiłków dziennie o stałych porach, w międzyczasie nie było żadnych przekąsek, jeść można tylko na siedząco, a wszelkie wstawanie i bawienie się to znak, że dziecko skończyło jeść.
Pilnowaliśmy się też, żeby w jakikolwiek sposób nie wywierać na maluchu presji do jedzenia. Rozwijaliśmy w sobie ufność, że zje tyle, ile potrzebuje. Dodatkowo poszłam na całość i zrezygnowałam z wysokiego krzesełka do karmienia na rzecz niskiego stoliczka, przy którym dziecko siedziało na swoim niskim krzesełku i mogło w każdej chwili wstać. To się wydawało najbardziej absurdalne, żeby dać dziecku tyle wolności 🙂 Ale zaufałam wskazówkom Janet i siadałam przy nim na krzesełku, a mąż po turecku na podłodze. Czasami też coś jedliśmy z dzieckiem, ale przede wszystkim staraliśmy się poświęcić jemu całą swoją uwagę w trakcie posiłku. 

I to wszystko razem zadziałało! Błyskawicznie. Już na drugi dzień maluch zrozumiał doskonale, że wstawanie oznacza koniec jedzenia i że nie dostanie przekąsek między posiłkami. Kilka razy wystąpiły trudne momenty, kiedy dziecko prosiło usilnie o przekąskę, bo nie dojadło w trakcie posiłku. Uznawałam wtedy jego uczucia i robiłam wszystko, żeby zachować spokój 🙂 Podawałam też trochę wcześniej kolejny posiłek. 

Przez około miesiąc rygorystycznie stosowaliśmy się do wszystkich zasad, nie było żadnych przekąsek, wspólne posiłki spożywali wszyscy przy małym stoliczku. Jedzenie malucha się unormowało, a my wypracowaliśmy w sobie odpowiednie nastawienie. Teraz przekąski między posiłkami czasami się zdarzają, bo nie stanowią już problemu. Posiłki też nie są już o określonych porach, tylko są dopasowywane elastycznie do przebiegu dnia. 

Ale pozostała z nami zasada, że je się na siedząco i wstawanie oraz zabawa to oznaka, że dzieci skończyły jeść. Pozostało też nasze zaufanie jako rodziców do tego, że dzieci mają różne okresy rozwojowe, w trakcie których jedzą mniej lub więcej i one same najlepiej wiedzą, ile mają zjeść.

Share on facebook
Share on twitter
Share on email

Przeczytaj także...

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o